O autorze
Samorządowiec od 1990 roku. W latach 2006- 2011 wiceprzewodnicząca rady Warszawy. Założycielka Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej. W latach 2007- 2011 szefowa gabinetu politycznego Ministra Edukacji. Od 2007- 2011 członek Zarządu Związku Powiatów Polskich oraz wiceprzewodnicząca Europejskiego Stowarzyszenia Miast i Regionów (CEMR). Obecnie Posłanka na Sejm RP z Warszawy.

Poświąteczny mazurek

Święta Wielkanocne już za nami, ale to właśnie skusiło mnie by napisać dziś trochę o potrawach, które na naszych stołach się pojawiają. Bo to wiadomo przecież, że cały rok się czeka na te wyjątkowe świąteczne potrawy. Tak samo bożonarodzeniowe, jak i wielkanocne. Znam takie domy, gdzie cały rok może nie być nic specjalnego do jedzenia, ale w święta musi być naprawdę wystawnie, no i te wytęsknione potrawy lądują na stolach.

Pyszności, świeżutkie i uśmiechające się do nas z talerzy i półmisków. Dla wielu taką potrawą jest choćby mazurek. Ciasto wytęsknione przed świętami, pieczone własnym sumptem lub kupowane w sklepach czy cukierniach. Na mazurka rzeczywiście się czeka. Kiedy już stoi w domu przed świętami, a lukier aż z niego spływa, aż oczy się uśmiechają, żeby chapnąć kęs czy dwa. Tyle, że trzeba wyczekać do świątecznego stołu. A na tym stole tyle różnych pyszności, tyle smaków i zapachów, że aż w głowie wiruje. Jeszcze zjem tylko to i to, a potem to już na pewno mazurek, przecież mazurka sobie nie odmówię, ale niech jeszcze poczeka. A, że mazurek cierpliwy, to i czeka spokojnie aż się za niego z roziskrzonym wzrokiem chwycimy. Stoi i czeka. Tyle, że brzuch coraz pełniejszy i jakby z lekka przejedzony i na mazurka w żołądku miejsca coraz mniej zostaje. W zasadzie przecież nie muszę jeść mazurka dzisiaj, jutro też jest dzień, a na świeżości nie straci. Tyle, że z każdym dniem na świeżości traci, od chwili gdy go wypieczono aż po swój kres. Zauważyłam jednak, że, jak to mówią „ciasta nie idą”, bo wszyscy "obżarci". I stoi sobie ten mazurek czekając na nas sytych, którzyśmy tak na niego czekali. Święta biegną a mazurek jak stał tak stoi, bo w pewnym momencie aż ciężko mieszać słone, czy pieprzne ze słodkim. Odruchem pewnym po mazurku mogłoby zaskutkować… to niech jeszcze poczeka. A potem sprzątanie ze stołu, a mazurek ląduje zwinięty w papier na szafce. Zresztą nie tylko on, blat szafki jakby trochę zbyt zapełniony potrawami różnymi. I zapominamy o biedaku zawiniętym w papier. A on sobie stoi i czerstwieje. Lukier się rozlał, bo w domu gorąco a w środku zaczynają wić się i miotać mikroby. Taki przestały mazurek może nieźle narozrabiać i zaszkodzić, tym bardziej, że a nuż przyjdzie nam ochota na kęs zjełczałego i sczerstwiałego mazurka. A można by przecież już bez takiego popsutego mazurka żyć. Tymczasem łakomstwo rzuca nas w objęcia starego ciasta. A potem niestrawność i nudności…....
To już rok mija pełen niestrawności – nierzetelności, przeinaczeń i przekłamań. Myliłam się w pozytywnej ocenie warsztatu dziennikarskiego, dziś mam wrażenie, jakby sczerstwiał, tak jak mój mazurek świąteczny. Łakomstwo może zaszkodzić...
Trwa ładowanie komentarzy...